Członkowie Bloga

środa, 19 września 2012

Puszyste ciasto ze śliwkami

Będąc dziś na targu i podziwiając prześlicznie i równiutko poukładane warzywa i owoce skusiłam się na zakup śliwek...Trochę zjadłam na drugi posiłek...resztę...no właśnie..co ja zrobię z resztą???-myślałam.-Przydałoby się dodać je do jakiegoś placka...ale jakiego??Po powrocie do domu rzuciłam hasło "placek ze śliwkami" w Google i pierwsze co przykuło mój wzrok to ciasto wg Aleex...Urzekło mnie swoim wyglądem..i tym że się je bardzo łatwo i szybko robi..zajęło mi to dosłownie kilka minut (nie licząc chłodzenia masy). Ciasto wyszło przepięknie...wilgotne..puszyste..a przede wszystkim bardzo smaczne...Będę je robiła częściej zarówno z innymi owocami jak i bez owocowej wkładki..też (podejrzewam), że będzie wyśmienite.
Aleex robiła z jednej porcji..ja oczywiście podwoiłam od razu miary bo mała keksówka poszłaby przy pierwszym podejściu:P. Polecam ten placek bo jest warty grzechu :)

SKŁADNIKI na keksówkę o wymiarach 35x11x7,5cm

  • 1 margaryna
  • 1,5 szklanki cukru
  • 6 łyżek mleka skondensowanego niesłodzonego (ja dałam normalne 3,2%)
  • 6 jaj
  • 2 i 2/3 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • kilka sztuk przepołowionych i wypestkowanych śliwek
  • tłuszcz i bułka tarta do formy
 Margarynę z cukrem i mlekiem zagotować w rondlu.Ostudzić i przelać do większego naczynia. Do chłodnej masy dodać żółtka i porządnie wymieszać.
 Do masy dodać przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia i połączyć ze sobą aby nie było grudek. 
Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli...wyłożyć na masę i delikatnie ze sobą połączyć. 
 Keksówkę wysmarować tłuszczem i wysypać mąką lub bułką tartą.

Przelać do niej ciasto..delikatnie wyrównać powierzchnię i układać na niej połówki śliwek.
Ja dodatkowo starłam niewielka ilość zamrożonej wcześniej kruszonki.
Piec w temperaturze 180'C przez 40-50 minut..do suchego patyczka.


 Ciasto ostudzić na kratce. Można obsypać je cukrem pudrem
 

wtorek, 18 września 2012

Gulasz z kiełbasy :)..jako wspomnienie smaków z dzieciństwa

Siedząc wczoraj przed komputerem i oglądając fantastyczne przepisy innych co jakiś czas przeplatało się w nich sformułowanie "SMAK DZIECIŃSTWA". Tak się rozmarzyłam i zaczęłam się zastanawiać jakie ja potrawy jadłam będąc dzieckiem ..a teraz jako dorosła nie miałam okazji...(biorąc pod uwagę czas przed dietą) i okazało się, że jedną z nich był GULASZ Z KIEŁBASY z ziemniaczkami i zasmażanymi buraczkami...Pamiętam jak pachniało jak mama to robiła.Nie wiem jak mogło mi to umknąć, że nie przyrządzałam go swoim bliskim. Dziś nadrabiam zaległości i gotuję jedno z ulubionych dań z dzieciństwa. Nie wiem czy mama robiła go w taki sam sposób ale smak udało mi się odtworzyć - jest identyczny.

SKŁADNIKI

  • 4 kawałki kiełbasy Rzeszowskiej (ok 400g)..może być inna byle nie drobno mielona
  • mała cebulka
  • 2 kostki warzywne
  • kawałek pora
  • natka pietruszki
  • ziele angielskie
  • liść laurowy
  • tłuszcz do smażenia (ja użyłam smalcu domowej roboty)
  • tłuszcz i mąka do zasmażki
  • sól pieprz do smaku
Kiełbasę pokroić w kostkę i usmażyć na patelni z niewielką ilością tłuszczu na brązowo.
 Pod koniec smażenia dodać drobno posiekaną cebulkę i smażyć aż do jej zeszklenia. 
W garnku przyrządzić wywar warzywny lub zrobić to na szybko z wody i 2 kostek warzywnych. Do wywaru dodać liść laurowy i ziele angielskie. Następnie przełożyć do niego usmażona kiełbaskę wraz z zeszkloną cebulką. Najlepiej jest wlać trochę wywaru do jeszcze smażącej się na patelni kiełbaski ..wtedy cały smak kiełbasy przejdzie do wywaru, a przy okazji na patelni nie będzie śladu po smażeniu :)..ja tak nie zrobiłam ponieważ przesadziłam z tłuszczem do smażenia.
Kiełbasę gotujemy w wywarze jeszcze jakiś czas, dodajemy posiekanego pora i natkę pietruszki.
Na patelni robimy ciemna zasmażkę ..czekamy aż ostygnie po czym zagęszczamy nią sos...Doprawiamy solą i pieprzem..chociaż w moim wypadku sól nie była potrzebna.
Gulasz nadaje się zarówno do ziemniaków jak i do klusek lub kasz.
Ja zaserwowałam go domownikom w moim ulubionym połączeniu..czyli z ziemniakami i zasmażanymi buraczkami ćwikłowymi.

Naleśniki z ryżem, serem i cynamonem

Ostatnio nie mogę zgadnąć ile ugotować ryżu do obiadu..Raz 2 torebki wystarczą..a czasem jest stanowczo za mało. Dlatego teraz jak gotuję ryż...wrzucam 3 torebki ..wtedy nie ma obawy że któryś będzie narzekał że dołożyć sobie nie może...zwłaszcza Kacper..który ryż nawet bez dodatków mógłby jeść non stop.
Tym razem trzecia torebka ryżu została nietknięta więc wykorzystam ją jako nadzienie do naleśników. Połączenie ryżu sera i cynamony zazwyczaj wykorzystywałam jako farsz do pierogów na słodko..jednak do takiej ilości uzyskanego farszu nie opłacało mi się gnieść ciasta i rozkładać całego "warsztatu"..zrobiłam więc naleśniki i postanowiłam je nafaszerować właśnie takim nadzieniem :P
To nowość zarówno dla mnie jak i dla chłopaków...ale wyszło genialnie!!!

SKŁADNIKI NA FARSZ na 12szt.

  • 1 torebka ryżu
  • 200g sera półtłustego
  • 1 łyżka cukru
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1 małe jajko..(nie jest konieczne)
  • woda+sól do ugotowania ryżu
  • 12 szt naleśników..można je zrobić z tego PRZEPISU 

Ryż ugotować wg przepisu na osolonym wrzątku. Odcedzić i ostudzić. Wsypać do miski. Dodać pokruszony ser, cukier, cynamon i (opcjonalnie) jajko.
 Całość dokładnie wymieszać.
Naleśniki usmażyć i ostudzić.
Gotowy farsz układać po jednej czubatej łyżce na naleśniku i zawijać jak gołąbki. 

Przed podaniem naleśniki odsmażać z obu stron na niewielkiej ilości masła lub margaryny do złotego koloru.
 Można je serwować same, z jakąś kwaśną konfiturą lub sosem owocowym, albo jak mój Kacper z sosem czekoladowym.

sobota, 15 września 2012

Malinowe ciasto na pożegnanie lata..

Weekend nadszedł a ja jakoś dziwnie się czuję nie mając jakiegoś ciasta ani niczego słodkiego aby ugościć ewentualnych niedzielnych gości..Co prawda żadnych się nie spodziewam..ale przezorny-zawsze ubezpieczony i tym bardziej powinnam coś upiec
 Aż się sama sobie dziwię, bo zrobiłam po raz pierwszy tego lata placek z malinami..i obawiam się że już po raz ostatni w tym roku, bo sezon na maliny powoli się kończy.Dobrze że mąż sprostał zadaniu i dokonał prawie niemożliwego..w przeciągu 15  minut od złożenia przeze mnie zamówienia na maliny zdążył w drodze z pracy zorganizować mi ich niewielką  ilość...Ale chwała mu i za to..bo do dokończenia tego ciasta brakowało mi tylko malin..cała reszta (budyń, biszkopt i rozrobiona galaretka) były już gotowe. Swoją drogą, to jak ja myślałam zrobić ciasto malinowe..nie mając malin na stanie i do końca nie wiedząc czy je będę miała..ale kto nie ryzykuje ten nie ma :) Mi się udało i niedziela będzie jak należy...z pachnącym latem ciastem.
Jak widać za wcześnie pokrojone ciasto bo galaretka jeszcze nie stężała jak powinna...najlepsze będzie dopiero na drugi dzień..ale ze względu na dokończenie posta i zrobienie ostatniego zdjęcia musiałam ukroić go teraz...mąż nie miał nic przeciwko..a nawet był za ...bo wiecie...wcześniejsza degustacja :)

SKŁADNIKI NA BISZKOPT

  • 4 jaja
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 szklanka mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli.Pod koniec dodawać partiami cukier i ubijać do całkowitego rozpuszczenia cukru.Nadal ubijać dodając po jednym żółtku. Do tak puszystej masy przesiać mąkę wraz z proszkiem do pieczenia i delikatnie ze sobą połączyć. Przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy i piec do suchego patyczka w temp 170'C przez 25-30min.
Upieczony biszkopt wystudzić na kratce.
Przekroić na dwa blaty.

SKŁADNIKI NA MASĘ

  • budyń malinowy
  • 1/2l mleka
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 masło
  • 1/2 margaryny
DODATKOWO: `1 czerwona galaretka i maliny ( ja miałam niepełne litrowe wiadereczko po śmietanie i spokojnie wystarczyło)

Z mleka odlać pół szklanki i rozrobić w nim proszek budyniowy. Resztę mleka przelać do garnka i zagotować z cukrem. W momencie wrzenia mieszaniny połączyć ze sobą i ugotować budyń. Ostudzić.
Miękkie masło i margarynę utrzeć na puch. Dodawać po łyżce ostudzony budyń i nadal ubijać.
Z gotowej masy ująć trochę do posmarowania wierzchu placka (ja odjęłam ok 2/5 całości) do reszty dodać połowę malin 
i delikatnie je wmieszać.

Tortownice wykładamy folią i umieszczamy w niej dolny blat placka. Na to wykładamy masę malinową z malinami .
Rozprowadzamy równo po całości. 
Przykładamy drugim blatem.
Ten smarujemy cienka warstwą wcześniej odłożonej masy. Dekorujemy malinami 
i polewamy przyrządzoną wg przepisu galaretką. Odstawiamy do lodówki do stężenia

piątek, 14 września 2012

Zupa kalafiorowa z koperkiem

Prawie wszyscy nakarmieni..wszyscy z wyjątkiem najmłodszego smyka. Specjalnie dla niego ugotowałam zupkę kalafiorową z duża ilością ziemniaków i kalafiora..za którym on wręcz przepada.
Plus zupy jest taki że nie użyłam do niej ani krzty chemii w postaci kostek...vegety itp...czysta natura :) w sam raz dla maluszka...i nie tylko :)

SKŁADNIKI

  • 4 skrzydełka kurze
  • 6 średnich ziemniaków
  • 2 duże marchewki
  • 1 średnia pietruszka
  • 4 plastry selera
  • 1 nieduży por
  • pół kalafiora
  • 2 łyżki oleju 
  • ziele angielskie
  • liść laurowy
  • natka pietruszki
  • koperek
  • sól
  • ewentualnie śmietana do zabielenia
Skrzydełka zalać wodą i ugotować wywar. W momencie jak zacznie pojawiać się piana na wywarze zdjąć ją sitkiem lub łyżka cedzakową.
 Dodać liść laurowy, ziele angielskie, pokrojony w drobną kosteczkę seler, posiekanego w pół-talarki pora i startą na tarce o grubych okach pietruszkę. Marchewkę zetrzeć na tej samej tarce po czym przesmażyć ją na patelni z dodatkiem oleju. Jak marchewka zmięknie wlać na patelnię chochelkę wywaru zamieszać i całość przelać do garnka.
Ziemniaki obrać, pokroić w kostkę i dorzucić do reszty. Gotować do miękkości ziemniaków. Posolić. Na sam koniec dodać podzielonego na małe różyczki kalafiora oraz posiekaną natkę pietruszki i koperek. Gotować jeszcze 5 minut. 
Zupę można zabielić dodatkowo śmietaną jak ktoś lubi białe zupy. 
Gotowe

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...